Każdy z tych przytoczonych przykładów to jednak nie powód, tylko konsekwencja. Ciężko jest żyć w stałym związku w czasach, gdy mamy tak dużą ilość ludzi dookoła, na dodatek jesteśmy coraz bardziej atrakcyjni, dbamy o siebie, chcemy się rozwijać, cały czas wspinamy  po drabinie życia, żeby stawać się w czymś lepszymi. Po pewnym czasie stary partner zaczyna zawadzać. Idziemy do przodu, a on/ona nie nadąża, lub też on/ona diametralnie się zmienia.

Naszym, kobiecym zachowaniem sterują hormony i czas najwyższy zdać sobie  z tego sprawę. Kiedy jesteśmy w ciąży potrafimy popadać ze skrajności w skrajność, gdy rodzi się dziecko zapominamy o bożym świecie, jak przekwitamy wychodzi z nas bestia, lub też siedzimy w kącie i rozpaczamy nad naszą wyimaginowaną życiową traumą. Kto by to wytrzymał? Dlaczego dziwimy się, że nagle zostajemy same, albo nasz mężczyzna znajduje sobie alternatywę na boku? Żeby zrozumieć tą sytuację, nie trzeba być ani psychologiem, ani lekarzem, wystarczy tylko zadać sobie kilka pytań i szczerze na nie odpowiedzieć.

Najwięcej związków rozpada się przed ukończeniem przez dziecko 4 roku życia, jednak nie potrafimy dopowiedzieć, jak długo para była razem przedtem. Punktem wyjścia do tej statystyki jest fakt urodzenia dziecka. Od kiedy kobieta zostaje matką zmienia się diametralnie, modyfikując wszystkie życiowe priorytety. Będący kiedyś dla niej najważniejszym- mężczyzna, nie tylko ustępuje miejsca potomkowi, ale też jego, mężczyzny, potrzeby zostają zepchnięte na dalszy plan. Nagle okazuje się, że zakup kolejnych śpioszków jest ważniejszy niż cokolwiek innego, także wydane na to pieniądze przestają grać większą rolę. Z czasem między partnerami zanika więź emocjonalna i pociąg seksualny. Fizyczna strona partnerki po porodzie się zmieniła, chwilowo jest w niedyspozycji, co jest możliwe do zaakceptowania, jednak daleko idące zmiany w jej psychice niekoniecznie.

Mężczyźni z nami nie wytrzymują, oczywiście sami też nie są bez winy, jednak nie zmieniają się pod wpływem urodzenia przez ich partnerki dziecka tak bardzo, jak one same. Mały człowiek, który beznamiętnie leży w łóżeczku, nie powoduje u facetów takiego zastrzyku endorfin, jak u kobiet. Rola mężczyzny w opiece nad dzieckiem, jego zdaniem się skończyła, zacznie się interesować potomkiem, kiedy ten będzie stawiać pierwsze kroki i wypowie pierwsze słowa. Wobec przejęcia wszystkich obowiązków przez zaborczą mamę, facet odsuwać się będzie na boczny tor. Jednak nam, kobietom będzie to na rękę, przecież mamy tyle innych ważnych spraw, seks nie jest już tak istotny, bliskość mamy przytulając się do dziecka, w sumie to niech sobie ten nasz facet nawet gdzieś tam jedzie, po co ma stękać, że coś mu nie pasuje, przecież on nas wcale nie rozumie….

Jeśli brzmi znajomo, może warto na chwilę zastanowić się nad swoim postępowaniem. To nic wstydliwego, jeśli powiemy sobie „faktem jest, że za bardzo zaangażowałam się w dziecko”, albo „moje hormony wariują, nie mogę skupić się na niczym innym niż dziecko”. Warto wtedy wybrać się po pomoc do terapeuty, póki jeszcze nie jest za późno…