Szacowany czas czytania: 4 minuty
„Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską” – sentencja św. Augustyna z Hippony dobrze oddaje historię nieporozumień wokół hormonalnej terapii menopauzalnej (HTM). Przez 22 lata obawy wywołane złą interpretacją jednego badania sprawiły, że kobiety bały się leczenia, które mogło poprawić komfort ich życia. Co dziś wiemy o HTM i komu jest zalecana?

Prof. zw. dr hab. n. med. Tomasz Paszkowski
Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej (obecnie Uniwersytet Medyczny) w Lublinie; od początku kariery zawodowej związany z jednostką macierzystej uczelni (III Katedra i Klinika Ginekologii), którą kieruje od roku 2002; kieruje Klinicznym Oddziałem Ginekologii i Położnictwa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie
Czym jest hormonalna terapia menopauzalna?
Polega na uzupełnianiu estrogenów, których organizm kobiety w okresie menopauzalnym stopniowo wytwarza coraz mniej. Niedobór tych hormonów nie tylko przekłada się na pogorszenie jakości życia, ale także zwiększa ryzyko wielu problemów zdrowotnych – od osteoporozy i złamań osteoporotycznych po choroby sercowo-naczyniowe czy demencję.
W HTM najczęściej wykorzystuje się obecnie bioidentyczny estrogen, czyli związek o strukturze molekularnej identycznej z hormonem naturalnie produkowanym przez organizm kobiety.
U pacjentek, u których konieczna jest ochrona tkanek estrogenozależnych, przede wszystkim błony śluzowej macicy, terapię uzupełnia się o progestagen.
Jakie korzyści może przynieść HTM?
Współczesna medycyna dysponuje narzędziami pozwalającymi skutecznie łagodzić objawy menopauzy: uderzenia gorąca, zaburzenia snu, obniżenie nastroju czy pogorszenie jakości życia intymnego. Istnieje wiele leków do HTM. Wybór dotyczy nie tylko rodzaju i dawek substancji czynnych, drogi ich podawania. Dlatego dobór terapii musi być zawsze szyty na miarę pacjentki – po to, aby zapewnić zarówno jej bezpieczeństwo, jak i skuteczność.
Badania potwierdzają, że HTM zainicjowana u pacjentek przed 60. rokiem życia i nie dłużej niż 10 lat po menopauzie (ostatniej miesiączce) oraz bez przeciwwskazań, takich jak np. przebyta zakrzepica, przebyty zawał czy udar, pozwala nie tylko poprawić jakość życia, ale wręcz je wydłużyć.
Skąd więc wzięły się obawy przed hormonalną terapią menopauzalną?
Wokół HTM narosło wiele lęku z powodu złej interpretacji wyników badania WHI (Women’s Health Initiative), które ukazało się 22 lata temu.
Popełniono w nim poważne błędy metodyczne, a ponadto dotyczyło ono tylko jednego produktu, który w Europie nigdy nie był zresztą popularny. Nieprawidłowa interpretacja wyników tego badania była powielana przez media. Nagłówki gazet donosiły, że „hormony zabijają”. Kobiety ze strachu zaczęły masowo rezygnować z HTM.
Dopiero w listopadzie ubiegłego roku FDA (Agencja Żywności i Leków) usunęła z ulotek przylekowych umieszczane w czarnych ramkach ostrzeżenie o możliwych niekorzystnych działaniach tej terapii. To wydarzenie oznaczające koniec ery straszenia kobiet zostało poprzedzone rzetelnymi badaniami naukowymi – szkoda, że trwało to 22 lata.
Jak dziś oceniany jest bilans korzyści i ryzyka?
HTM nie jest cudownym środkiem ani kosmetycznym dodatkiem poprawiającym samopoczucie. To leczenie, które, jak każdy lek, ma ściśle zdefiniowane wskazania, przeciwwskazania oraz działania niepożądane. W wielu sytuacjach konieczna jest ostrożność i wybór schematu terapii o najbezpieczniejszym profilu. Jeżeli nie ma przeciwwskazań, aktualna wiedza naukowa wskazuje, że bilans korzyści i ryzyka jest u większości kobiet pozytywny.
Współczesna kobieta nie musi się godzić na gehennę objawów menopauzalnych.
W mojej praktyce zachęcam pacjentki w wieku menopauzalnym, aby odwiedzając lekarzy, dały nam szansę wybrać w sposób zindywidualizowany odpowiednią dla nich terapię tak, aby czas po menopauzie nie tylko nie był najgorszym, lecz może nawet najlepszym okresem życia.